wzmacniacze
Lampa, czy tranzystor?
To fundamentalne pytanie można ująć w następujący sposób: przytłaczająca większość profesjonalnych gitarzystów gra na wzmacniaczach lampowych.
Tranzystor natomiast wszedł na rynek wzmacniaczy gitarowych ze względu na niskie koszty produkcji, co pozwoliło wielu gitarzystom na zakup własnego piecyka. Nie popadajmy jednak w skrajności - istnieje wiele różnych wzmacniaczy lampowych i nigdzie nie jest powiedziane, że lampa zawsze musi być lepsza od tranzystora.
Oczywiście wszystko jest kwestią gustu, więc może się zdarzyć, że bardziej ci będzie odpowiadał wzmacniacz tranzystorowy... Oba rozwiązania mają swoje plusy i minusy.
Za wzmacniaczami lampowymi przemawiają przede wszystkim:
- cieplejsze, pełniejsze, naturalniejsze brzmienie;
- lepsza reakcja na różnego rodzaju niuanse artykulacyjne (feeling, czucie), większa dynamika, kontrola nad przesterem za pomocą mocy uderzania w struny, lepsza odpowiedź na zmianę gitary, przystawek, lepsza kompresja.
Pamiętajmy jednak, że lampa zabrzmi, jak należy, tylko po sporym rozkręceniu głośności (optymalnie, w zależności od konkretnego wzmacniacza, od 20% do 70%) - czyli końcówki mocy. Wynika to z tego, że charakter brzmienia pieca lampowego zmienia się wraz ze wzrostem głośności - zmienia się poziom wysterowania lamp. Dlatego też lampy są "głośniejsze" od tranzystorów.
Za wzmacniaczami tranzystorowymi przemawia natomiast:
- niższa cena - naprawdę trudno jest wyprodukować dobrze brzmiącą lampę, nie mówiąc już o całym wzmacniaczu - koszty elektroniki w chwili obecnej są bardzo niskie;
- mniejsza waga - są łatwiejsze w transporcie - przy wzmacniaczu lampowym istnieje konieczność zastosowania dużych transformatorów (które oczywiście ważą odpowiednio do swojego rozmiaru);
- mniejsza kłopotliwość w utrzymaniu i obsłudze - brak potrzeby wymiany lamp, których po prostu nie ma - praktycznie zerowe zużycie podzespołów;
- brzmi niemalże tak samo na każdej głośności.
Wzmacniacze tranzystorowe (nie wszystkie, oczywiście!) są cenione przez gitarzystów jazzowych (nie wszystkich oczywiście!) - przykładem takiego pieca może być kultowy Roland Jazz Chorus albo produkty firmy Polytone.
Na wzmacniaczach tranzystorowych gra (bądź też grało) też kilku znanych gitarzystów, którzy nie są kojarzeni z lekkim brzmieniem - np Dimebag Darrell z Pantery (wzmacniacze Randall) albo Wes Borland z Limp Bizkit (wykorzystuje Rolanda Jazz Chorusa do czystych brzmień).
We wzmaczniaczu tranzystorowym właściwie niewykonalna jest praktyka wykorzystywana przez wielu gitarzystów, polegająca na stopniowym skręceniu potencjometru volume w gitarze w celu zmniejszenia ilości przesteru we wzmacniaczu. Następuje to oczywiście ze stopniowym spadkiem głośności, ale da się zauważyć początkowe zmniejszenie przesteru, dopiero później głośności.
Patent ten wykorzystywany jest od lat - powstał w czasach, kiedy większość wzmacniaczy była jednokanałowa i w ten sposób gitarzyści radzili sobie z kontrolą brzmienia - czyste / przesterowane.
Przy grze na tranzystorze, skręcenie gałki volume w gitarze, spowoduje po prostu spadek głośności, bez wpływu na ilość przesteru.
Tak więc nie zdziw się, kiedy zadasz pytanie na grupie i otrzymasz 99% odpowiedzi "lampa". Do gitarowych zastosowań lampa jest w większości przypadków bezkonkurencyjna.
Oczywiście, kiedy mówi się o nagłośnieniach imprez lub po prostu dużych mocach, tranzystor jest górą, ale to już niegitarowa histora.
Zaktualizowano: 2006-07-27 23:52
Autor: Marek Orszulka
Wersja: 1.2
